Wysłany: 2008-11-17, 04:22 Michał "Qbolt" Jakubowski
Urodzony: 27.03.1986
Wzrost: 188 cm
Waga: 82 kg
Skąd: Ziębice, Polska
Początki - z basketem zaczynałem w wieku 11 lat, a to za sprawa mojego brata starszego o 3 lata. Grywał on w szkolnej drużynce, wiec było od kogo się uczyć. W 1997 roku wybudowali w moim mieście 2 kosze. Są to jedyne kosze do dziś w tej dziurze, postawione na płytach chodnikowych, każda pod innym katem. Mimo to na tym boisku nie jeden ziomek przelał litry potu (i nie tylko…hehe). Tam właśnie rozpoczęła się na dość poważnie moja przygoda z basketem. Grywałem ze starszymi od siebie, bo nikt w moim wieku nie chciał grać w kosza. Niestety na początku basket był tylko odskocznią od piłki ręcznej. Jednak po tylu latach mogę stwierdzić, ze dobrze zrobiłem grając w tym wieku, w szczypiorniaka. Dzięki temu nauczyłem się balansować dynamicznie i poznałem, co to sprint hehe.
W 3 klasie gimnazjum powiedziałem STOP ręcznej i już na poważnie zająłem się koszykówką. Razem z ziomkami wpadliśmy na pomysł, żeby stworzyć amatorską ekipę i wystartować we WRONBIE. Mieliśmy wtedy jakoś po 15 czy 16 lat. Za dużych szans nie mieliśmy z koksami, ale mimo to dobrze wspominam te występy. Najlepiej mecz, w którym na 20 rzutów trafiłem 3 hehe. Oczywiście drużyna "podziękowała" mi należycie za ten zabójczy występ. Okres WRONBY trwał parę lat, raz się grało w 3 lidze, potem trochę w 1…mimo to wiek nastolatka najlepiej zapadł mi w pamięć dzięki występom w ogólniaku. Tam nasza ekipa nie raz pokazywała na co nas stać mimo, ze w zasadzie przez 3 lata grania mieliśmy tylko pierwsza piątkę praktycznie bez ławki. W 3 klasie ogólniaka udało nam się wywalczyć wicemistrzostwo Dolnego Śląska. To na zawsze zostanie mi w pamięci.
Turnieje - oj było tego trochę … oczywiście nie zapomnę, jak zobaczyliśmy z Elvisem pierwszego BBalla i nie mogliśmy wziąć udziału bo Pereł nas nie znał, hehe. Zszokowaliśmy się bo turniej był na wypasie rodem z and1. Oczywiście dar przekonywania Elvisa spowodował, ze zrobiliśmy ustawkę na gierkę z Perlą i parę dni później przyjechaliśmy do nich pograć. To, co się działo na boisku było huczne, niestety nie mam tego na kamerce, bo jeszcze jej wtedy nie miałem. Ledwo starczyło mi na paliwo do Fiata aka "Blue Thunder" aka "American Muscle" 125p, a co dopiero na kamerę za 1000pln. Widocznie poszło nam całkiem fajno skoro Pereł wkręcił nas na następnego Bballa na Sali w zimie. Co się tam działo, można już zobaczyć na tejpie, bo tam już miałem kamerkę hehhe. Ogólnie cala edycja streetow "u Perły" jest zajebista, ale o tym każdy wie. Wielkie pozdro dla niego za to co robi. Wpadamy tam jeśli tylko jesteśmy w stanie i robimy to co umiemy robić najlepiej (nie Londer, nie mowie tu o tym jak Elvis robił kloca po sąsiedzku z Tobą, heheh), czyli gramy basketa.
Seria streetow na Bielanach jest całkiem spoko, bo zjeżdża się tam masa koksów do potyrania. Oczywiście potyrać kogoś i wygrać mecz, to prawie cud, mimo to staramy się zawsze godzić te 2 rzeczy. W pamięci z Bielan utkwiło mi najbardziej to, ze zawsze poznam tam spoko ludzi - Londer, Draft, Loco, Zio … i w pizdu innych dobrych zawodników.
Na Bielanach udało nam się raz wygraćkategorie 86, a 2 razy zając 2 miejsce jeszcze jako "Koledzy Jordana". Z innych turniejów w Polsce warto wspomnieć o streetach w Łodzi, Opolu, o White Mans Disease w WRC, o Walbrzychu…trochę tego było. Jeździmy wszędzie o ile pozwala nam na to hajs. Raz się wygrywa, innym razem nie, ale nie to jest chyba najważniejsze. W chwili obecnej ciężko ze streetami, ponieważ ekipa się porozjeżdżała po świecie. Mam nadzieje, ze już niedługo nastąpi reaktywacja a'la matrix…
Wspomnienia - oj trochę tego jest….praktycznie na każdym wypadzie dzieje się cos ciekawego, cos o czym warto pamiętać do końca życia, a tym bardziej nagrać to na taśmę. Jednak jeśli miałbym wypisać jakieś przełomowe momenty mojej streetballowej kariery, to bez wątpienia postawiłbym na to jak Elvis potyrał na pierwszym Bballu jakiegoś kolesia z Wałbrzycha. Wtedy zapodał mu headpopa i kanał, tańcząc przy tym cały czas C-walka (jeszcze wtedy trochę nieudanego, hehe). Zresztą, można to zobaczyć na tejpie. Drugim momentem było 1 on 1 z Barankiem. Pojechał mnie wtedy sick trickiem. Zmiażdżyłem się i płakałem po nocach parę dni, heheh, ale ogólnie dobrze to na mnie wpłynęło. Zmotywowałem się do jeszcze cięższego treningu. Poza tym chyba każdy był pod wielkim wrażeniem dla jego dryblingu, wiec jest to na pewno jedno z ważniejszych wydarzeń w moim życiu. Puzdro Baranek keep doin' your thin'. Jeszcze jedna akcja zapadła mi w pamięć głęboko - to było rok temu na Sali we Wrocławiu, gdzie po naszym treningu zostaliśmy pograć z takimi kolesiami z drużynki z WRONBY. Elvis zapodał wtedy zajebiście szybkiego crossa! Nigdy w życiu nie widziałem takiego dynamicznego crossa, a wyglądało to dobrze bo akurat stałem za nim i miałem dobra perspektywę. Koleś wyciął takiego matoła, że chyba stłukł sobie kość ogonową … centralnie na dupsko upadł ! Pory miałem, ale nie pokazałem tego po sobie bo by mnie ze swojego treningu pewnie wydalili… Chyba nie sposób przypomnieć sobie wszystkiego, bo trochę tego było, ale mam nadzieje, ze jeszcze niejedno ciekawe przede mną ….
Idole - King Handles bez dwóch zdań ! Koleś niszczy masakrycznie, nie owija w bawełnę tylko robi swoje i robi to szybko. To jest styl, który cieszy oko. Na nim się wzoruje, ale nie tylko. Moim prywatnym nauczycielem jest Elvis. On zawsze analizował każde crossy i movesy, potem mi tłumaczył gdzie popełniam błąd. Ogólnie ze wszystkich ballerow jakich widziałem na oczy, a trochę ich było, nikt nie jest w stanie dorównać płynności, dynamice i balansowi Elvisa. Z tym kolesiem nie da się grac 1on 1. To co było na Bballach, to nie było nawet 1/10 jego umiejętności. On się rozkręca z każdą minutą i dopiero potem lamie komuś kostki, hehe. To trzeba zobaczyć na własne oczy, ale nie radzę komuś poczuć na własnej skórze. Tego nie da rady opisać jak można być pozamiatanym na lewo i prawo…
Oczywiście pierwszą postacią ze światowego streeta był Hot Sauce, ale to chyba nikogo nie dziwi. Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale po oglądnięciu pierwszy raz mixów and1 byłem tak zszokowany, ze przestałem grac na parę dni, hehe. Dopiero potem po wielu, wielu, wielu godzinach treningu widać było jakieś efekty. Wydaje mi się, ze and1 potrzebny był aby ruszyć wyobraźnię … potem poszło już z górki.
Początki TB - Jak to się wszystko zaczęło z Targay Balla? ... dobre pytanie. To było zaraz na początku liceum, kiedy to był street w Brzegu. Wpadłem tam z ekipą, zajarany tejpami and1. Już na wejściu zauważyłem Elvisa (którego znalem wcześniej z widzenia, bo on tez grał w ręczną), ale nie podbiłem do niego … no bo po co ? Tak się stało, że wylosowaliśmy ich w naszej grupie i trzeba było się z nimi zmierzyć, a team Elvisa nazywał się …. Targay Balla, hehehe. Jak się później okazało Elvis to wymyślił na poczekaniu, bo w tamtych czasach był modny gryps targaj dropsa, freda itp. Oczywiście nie zaszkodziło przerzucić to na basket, aaajjj ? hehe. Z tego co pamiętam zapodałem mu masakrycznie koślawego boomeranga, na którego jakimś cudem dał się nabrać. Przybił mi pione i graliśmy dalej. Po meczu potoczyło się już lawinowo - przypomnieliśmy sobie, ze znamy się ze szczypiora i staliśmy się brothas:. Od tej pory powstawały liczne plany co do basketu, streetow itd. Dokładnie rok później na tym samym streecie dzięki wysiłkom Elvisa graliśmy już w naszych pierwszych koszulkach zaprojektowanych przez niego. Targay Balla prosperowała już nie tylko na boiskach, ale tez jako ciuch na ulicach w kręgach naszych ziomów. Nie ulega wątpliwości, ze to zasługa jednego człowieka, który niejednokrotnie tracił hajs, nerwy, pot i wiele innych rzeczy, aby wypuścić kolejna edycje koszulek - zwyczajnego chłopaka z Podlasia Elvisa, hehe. Projekty, które robi swoimi sposobami na programach zapierają dech w piersiach jak dobry buch. To dowód na to, ze jak się chce to można zrobić wszystko, nawet w Polsce.
Od tego dnia jeździliśmy na streety jako Targay Balla w składzie z Borysem, Bakanem, Rutkiem, Rzącholem … czyli ekipa z mixa. Teraz mamy jeszcze swojego prawie 2 metrowego pokemona - "Apostol" a.k.a "Anal". Przyszłość przed nim przy ciężkim treningu.
Mixtape - Kiedy dokładnie padł pomysł na mixa nie jestem w stanie sobie przypomniec. Wiem tylko, ze bardzo długo na boiskach streetballowych nie doceniali nas ludzie, jakby specjalnie omijając, dlatego uznaliśmy, ze musimy pokazać się jakoś z jak najlepszej strony. Widziałem, ze Elvis będzie zajęty robieniem ciuchów, dlatego wziąłem mixa na swoje barki. Powstawał on ponad 2 lata. Nagrywki z różnych boisk, zrzucanie na kompa, ciecia, montaż … trochę to wszystko kosztowało wysiłku, ale zdecydowanie było warto. Wydaje mi się, ze nasz mix ma zajebisty klimat. Trzyma grypsy i przede wszystkim jest z jajem i na luzie. Nie staramy się udawać kogoś kim nie jesteśmy, po prostu robimy swoje i chcemy to robić jak najlepiej. Na mixie widać zróżnicowanie w skillach. To dlatego, ze niektóre akcje są bardzo stare. Wolumin 1 miał pokazać, że potrafimy grać w kosza, że umiemy rzucać, że fundamenty są nam znane … chyba daliśmy z tym radę. Wiele godzin treningu nie poszło na marne.
Treningi - jeżeli chodzi o sposób w jaki trenuje to trochę się tego przewinęło już przez lata. Zawsze starałem się mieć jakiś plan zajęć. Zaczynałem od air alertow, później sam robiłem sobie treningi choćby trenując sama prędkość dryblingu, a także biegania - sprintu. Postawiłem na szybkość już na początku. W wieku 16 lat spędzałem przed chata z piłką po 5h dziennie latem plus oczywiście wieczorne granie z kumplami. Zima wyglądało to trochę inaczej, ale mimo to codziennie byłem na Sali, trenując po 3h. Dzisiaj jest inaczej. Zdecydowanie mniej czasu poświęcam na drybling, a skupiam się na siłowni. Potrzeba nabrać trochę masy aby mieć większe szanse na walkę pod koszem. Oczywiście drybling dryblingiem, nie pójdzie w zapomnienie, hehe.
O baskecie - jeszcze kilka lat temu liczyły się tylko triki. Teraz sytuacja jest inna. Kocham dryblować i to robię, jednak triki typu "see no Evil" … to już nie te czasy. Styl się zmienia, człowiek się zmienia. Wróciłem do tradycyjnego streetballa, aczkolwiek headpop i kanał, są na porządku dziennym, hehe. Jednak moim ulubionym trikiem jest cross, yeah ! Jeśli chodzi o subkulturę, to HH jest tym, co mnie wyraża. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego w Polsce zawiść kieruje ziomami ? Ile razy spotkam ziomka lajtowo ubranego z czapa New ery to lampi się jakby chciał mi co najmniej zjanić ciuchy. Nie tedy droga. Ta sama kultura powinna trzymać się razem, streetballerzy powinni trzymać się razem. To co się dzieje teraz choćby nawet w komentarzach na speedballing przerasta największą głupotę. PS: ubieram się tylko w TB i Sean Johna, hehe.
O mnie prywatnie - cóż można napisać ? Jeżeli chodzi o jakieś inne zainteresowania to w każdej wolnej chwili miedzy graniem, a siłownia zajmuje się programami muzycznymi. Lubię coś dla siebie potworzyć. Słucham tylko i wyłącznie rapu. Dużo by tego wymieniać, ale moi ulubieni wykonawcy to DMX, Fabolous, Dre … strasznie podobają mi się podkłady Timbalanda. Z polskiego HH tylko i wyłącznie OSTR i Pezet.
Jeśli chodzi o szkole to wybieram się teraz na zaoczne. W momencie pisania tego artykułu zastanawiam się miedzy angielskim, a dziennikarstwem. Pracuje w restauracji, od października najprawdopodobniej będę mieszkał we Wrocławiu. Czas pokaże. Jeżeli chodzi o sam basket to nie uważam się za kogoś szczególnego - nigdy nie grałem w żadnej lidze zawodowej, nigdy nie miałem średniej 33pkt na mecz, nie jestem mistrzem Polski nawet w cymbergaja, a co dopiero w kosza…staram się grac jak najlepiej i jak jest okazja dorzucam swoje 3 grosze. Najlepiej oczywiście 3 punkty. Jednak jestem dumny z tego, ze do wszystkiego doszedłem o własnych siłach z takiej dziury jaka są Ziębice.
O innych ode mnie - tutaj mógłbym się rozpisać na wiele stron. Opisać każdą sytuację jaka nas spotkała i jechać po niektórych. Zastanawiam się jednak czy warto? Jest masa ludzi jakim zawdzięczam to co mam, jest tez masa tych, którym przydałoby się łamanie kostek. Są osoby, które zasługują na to, aby się na nich wzorować, wspominać o nich i ich szanować. I nie chodzi tu tylko o basket. Wiele rzeczy nauczyłem się od wcześniej wspomnianego wiele razy Elvisa, kolesia na maxa zaradnego. Pewnie gdybym go wtedy nie poznał w Brzegu to siedziałbym teraz na baletach wiejskich i wciągał pixy,hehehe. Nie no żartuje oczywiście. Zarówno on, jak i streetballerzy, o których zaraz wspomnę spędzili masę czasu na boiskach tylko po to, żeby podnosić skille, zdobywać szacunek. I to jest właśnie piękne. Ciężko mi się teraz wypowiadać za kogoś, ale jak to było gdzieś napisane REAL RECOGNIZES REAL, dlatego jestem w stanie zaręczyć, ze Ci kolesie wyrzekli się wielu przyjemności po to, żeby osiągnąć swój cel. Wiem to po sobie. Ile razy darowałem sobie jakieś imprezy, wypady, rezygnowałem z "funkcji przyziemnych" tylko po to, żeby troszkę więcej potrenować. I zaręczam, że playerzy tacy jak Baranek, Lil Sauce, Dysiek, Łonder i inni, których jeszcze nie znam czują to samo. Ci kolesie starają się dogonić marzenia, bojo to ich natura i nic już nie jest w stanie tego zmienić. Moim skromnym zdaniem to jest piękne. Jeżeli jesteś takim właśnie ziomkiem, cokolwiek robisz, bo nie chodzi mi tu tylko o streeta, to masz u mnie respekt i pionę. Jeżeli wszystko starasz się robić pod katem ulepszenia swojej osoby, aby być lepszym człowiekiem to masz u mnie respekt, pionę i ojcowskiego w czoło, hehe. Mógłbym pisać tu dalej o chujowym systemie jaki nas otacza, ale lepiej napisać, o czymś, czego może inni nie wiedza.
Jeżeli chodzi o Targay Balla to przychodzi ciężki okres dla ekipy, bo każdy idzie w swoją stronę. Chyba każdy wie o czym mowie. Nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy mix vol 2 ujrzy światło dzienne. Mam nadzieje, że tak. Pomysłów już jest sporo. Sam mam cichą nadzieję, ze przed moją skromną postacią jeszcze wiele ciekawego, jak choćby upragnione wypady na zagraniczne boiska.
To chyba wszystko czym chciałem się podzielić. Pozdro dla prawdziwych, dla mojego Bro na wyspach, dla wszystkich, co wiedza co to Targay Balla i dla tych, dla których basket, to coś więcej niż parę rzutów w sobotni wieczór z piwem w ręku. Pozdro dla tych, którzy nie boją się być "Wonderchild" i robią to, co kochają niezależnie od sytuacji. Pozdro wielkie dla tych, którzy nie boją się być sobą i nie popadają w skrajny konformizm. Ball 4 life, peace. To wszystko od "Ice Q".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach